Stara szkoła żeglowania

{:pl}

Po trzech dniach bezowocnych poszukiwań opuściłem marinę Rubicon i przeniosłem się do stolicy Lanzarote, Arrecife. Tam też poznałem Momo i Sarę. Francuz pracował w przygotowaniach małych łodzi wyścigowych. Specjalnie dla szaleńców chcących ścigać się w nich przez Atlantyk. Włoszka podróżuje po świecie od kilku lat z mottem „ take it easy”. Spędziłem w ich towarzystwie najbliższe dni.

Lanzarote jest pierwszą z Wysp Kanaryjskich, odwiedzaną przez ludzi podążających śladami wielkich żeglarzy. Nie myślą oni jeszcze o przekraczaniu Atlantyku. Zamiast tego planują wypoczywać w towarzystwie długo niewidzianych przyjaciół i rodziny, pływając wokół wulkanicznego archipelagu. Jedynym co można w tej sytuacji zrobić to zostawić kontakt do siebie i czekać na wiadomość. Wszak sezon się jeszcze nie zaczął.

Dwa dni później zobaczyłem Momo machającego do mnie z oddali. Z uśmiechem na twarzy powiedział że ma dla mnie dobre wieści. Znalazł mi łódź do Las Palmas. Oboje z Sarą słysząc moją historię stwierdzili, że też muszą spróbować jachtostopu. Wieczorem poszedłem spotkać się z kapitanem. Tak poznałem Vasco, 76-letniego bułgarskiego żeglarza. Jego łódź to ponad 30 letni, jedenastometrowy jacht domowej roboty, według własnego projektu.

GOPR0220.MP4_snapshot_00.02_[2015.11.08_18.50.45]

Jeszcze w stoczni

Odessos, świeżo po drobnych naprawach, czekał na wodowanie następnego dnia. Kapitan zaprosił całą naszą trójkę na pokład i zaczął snuć swoją niezwykła opowieść. Vasco okazał się być bardzo doświadczonym żeglarzem. Będzie to jego czwarte przekroczenie Atlantyku. Odessos nie był jego własnością, razem z bratem zbudowali dwie bliźniaczo podobne łodzie. Gdy brat zmarł kilka miesięcy temu, Bułgar postanowił wyruszyć w ostatni rejs w swoim życiu, ostatni ku jego pamięci. Odniosłem wrażenie, że nie zamierza z niego powrócić. Opowieść trwała do późnego wieczoru, była pełna magicznych miejsc, przygód i wspomnień. Po jej zakończeniu przyszedł czas na sen przed rejsem na Gran Canarię.

GOPR0224.MP4_snapshot_00.02_[2015.11.08_18.54.00]

Sędziwy i zarazem pełny wigoru Kapitan Vasco

Następnego dnia rano zwodowaliśmy jacht i odpłynęliśmy. Wiatr niestety nie specjalnie chciał nam pomóc. Nieustannie wiał z przodu, ale zawsze to lepiej niż jakby miało nie wiać wcale. Kapitan przewidywał dwa dni żeglugi. Stan techniczny Odessosa idealnie odzwierciedlał stwierdzenie „ostatni rejs”. Liny nie były w najlepszej kondycji, żadne instrumenty nie działały. Jedynie mały, stary GPS był na chodzie.

– Vasco, dlaczego nie masz żadnych map na pokładzie?

– Zajmują dużo miejsca! – odparł z szerokim uśmiechem na twarzy.

Tratwa ratunkowa znajdowała się na dziobie, niby okej, poza jednym małym szczegółem. Była pod pokładem, bez żadnych szans na jej wyciągnięcie, gdyby zaszła taka potrzeba. Kapoki pamiętały jeszcze czasy, gdy Bułgaria była jedynym krajem, do którego Polacy mogli jechać na wakacje. Oczywiście próżno było szukać czegoś takiego jak uprzęże. Akurat brak tego udogodnienia przeklinałem kilka godzin później. Pełzając przez pokład z jedną nogą w wodzie, próbując dotrzeć do zerwanej liny.

vasco

Niecodzienny ster z mechanicznym, wiatrowym autopilotem w tle.

delfiny

Kolejna porcja delfinów

Kondycja łodzi na kolana nie powalała. Nie można jednak odmówić jej naszemu kapitanowi. Mimo sędziwego wieku z gracją poruszał się po pokładzie, a sprawności fizycznej może pozazdrościć mu nie jeden młodzieniec. Na swoim fachu znał się, jak mało kto. W Bułgarii był nawet instruktorem żeglarstwa.

– Vasco, kiedy przechył jest za duży?

– Jak woda wlewa się pod pokład – niezmiennie uśmiech gościł na jego pomarszczonej twarzy.

Była to dla mnie solidna lekcja i świetne doświadczenie. Muszę przyznać, że jednokadłubowe jachty dają zdecydowanie więcej frajdy niż katamarany, a uczucie gdy mała łódź ześlizguje się z dużej fali jest po prostu nie do opisania. Ten rejs był wielką przyjemnością… No może nie dla wszystkich. Moi towarzysze cierpieli na chorobę morską. Szczególnie ciężki przypadek dopadł Sarę, która rzyganie rozpoczęła już po 30 minutach. Po godzinie spała. Obudziła się dopiero po dwóch dniach w Las Palmas.Zresztą drugiego dnia chorował nawet sam kapitan:

– Vasco! Zeszliśmy trochę z kursu.

– Płyń do Las Palmas! Ja źle się czuję, poleżę sobie trochę. – usłyszałem pod pokładem.

Gdy po kilku minutach zorientowałem się, że Bułgar faktycznie nie zamierza wychylać nosa z kajuty, całkiem zestresowany chwyciłem za rumpel i pierwszy raz w życiu sterowałem jachtem. Trzymałem kurs na leżącą w oddali Gran Canarię. Z nienajgorszym rezultatem.

GOPR0221.MP4_snapshot_00.05_[2015.11.08_18.51.51]

Ląd na horyzoncie!

IMG_1479

Las Palmas de Gran Canaria

Vasco stwierdził, że mogę do niego dołączyć podczas przeprawy przez ocean, wyrusza za miesiąc z Teneryfy. No cóż, szczerze mam nadziej znaleźć coś w nieco lepszym stanie do tego czasu. Zobaczymy…

Marek Kramarczyk

{:}{:en}

After three days of searching without any luck, I left Marina Rubicon and moved to Arrecife, capital of Lanzarote. There I’ve met Momo and Sara. French guy worked with preparations mini racing boats. Especially for crazy sailors who wanted race in them through Atlantic. Italian girl travels around the world with motto “take it easy”. I spent next days with their company.

Lanzarote is first from Canary Island visited by sailors following Christopher Columbus trail. They don’t think about Atlantic crossing yet. Instead they’re planning to rest with their long unseen friends and families, sail around volcanic archipelago. The only thing to do in that situation is to leave contact and wait for message. The season haven’t started anyway.

Two days later I saw Momo waving to me from distance. With grin on his face, he told me about good news for me. He found boat to Las Palmas for me. Together with Sara after listening my story, both said that they also  must try boat hitchhiking. In the evening I went to meet with captain. I’ve met Vasco, 76 years old, Bulgarian sailor. His boat is 30 years old, 11 meters, homemade yacht of his own design.

GOPR0220.MP4_snapshot_00.02_[2015.11.08_18.50.45]

Still in shipyard

 

Odessos, freshly after little repairs, was waiting for launching next day. Captain invited us on board and started telling his amazing story. Vasco appeared very experienced sailor. It will be his fourth Atlantic crossing. Odessos wasn’t his property, together with his brother they built two twin yachts. When brother died few months ago, Bulgarian decided to go on cruise in his memories. The last sailing also for him. I think he’s not gonna return from it. The tale ended in late night, it was full of magical places, adventures and memories. After finish time to sleep came, before cruise to Gran Canaria.

GOPR0224.MP4_snapshot_00.02_[2015.11.08_18.54.00]

Old but full of vigor Captain Vasco

 

Next day we launched yacht and sailed away. Unfortunately, wind not really wanted to help us. It was constantly blowing from head, but still that’s better than no wind at all. Captain predicted two days of sailing. Technical condition of Odessos perfectly explained meaing of “last sailing”. Lines were old and little destroyed, no instruments work, maybe beyond small GPS.

-Vasco, why don’t you have any charts onboard?

-They took a lot of space! – answered with width grin on his face.

Life Raft was located at bow, seems to be good, but… It was below the deck! No chance to get out it in case of emergency. Life jackets remembered times of deep communism in Bulgaria. Of course there wasn’t such thing like harnesses. Actually, I cursed lack of this particular facility few hours later. Crawling through deck with one leg in water, I tried to get to one of broken lines.

vasco

Unusual steer tiller with wind autopilot in background

delfiny

Next portion of dolphins

Condition of boat wasn’t impressive. However it was completely opposite with our captain. Despite old age he moved on deck with grace and many youngster can be jealous about his stamina and strength. He knew this job extremely well. He even was sailing instructor in Bulgaria

-Vasco, when tilt is too big?

-If water goes below the deck – width grin constantly was on his face.

It was solid sailing lesson and great experience. I discovered monohulls much more better to sail than catamarans and feeling while yacht slide down from big wave is just impossible to describe. This cruise was great pleasure… well, not from everyone. My companions have sea sickness. Especially hard with Sara. She started throwing up after 30 minutes. After a hour she slept and woke up after two days in Las Palmas. Second day even the captain had problems:

-Vasco! We are out of the heading!

-Steer to Las Palmas! I feel bad, I will sleep for a while. – I heard from below the deck.

When after few minutes I realized that he’s really not going to come here, I took the tiller and first time I was steering an yacht. I headed little Gran Canaria at horizon, not so bad in final result anyway.

GOPR0221.MP4_snapshot_00.05_[2015.11.08_18.51.51]

Land on the horizon!

IMG_1479

Las Palmas de Gran Canaria

Vasco told me that I can go with him on crossing. He will depart for month from Tenerife. Well, sincerely I hope find something in little better condition in that time. We will see…

Marek Kramarczyk

{:}