Pierwszy jachtostop

{:pl}{:pl}

Do La Linea dojechałem wraz z sympatyczną, uśmiechniętą i przede wszystkim bardzo rozgadaną Hiszpanką. Rosa zapytała mnie gdzie chciałbym wysiąść. W sumie to nie byłem pewien, od czego powinienem zacząć wizytę na Gibraltarze. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to marina. Tam też się pożegnaliśmy i jak się okazało, znalazłem się w idealnym o miejscu, do tego w perfekcyjnym czasie.

Wysiadłem z samochodu i skierowałem moje kroki ku marinie, żeby zrobić kilka zdjęć. Po chwili zagadnął mnie jeden z żeglarzy schodzących na brzeg.

IMG_0893

Marina w La Linea

– Cześć! Przyjechałeś tu na stopa?

– Tak.

– Co robisz w marinie?

– Chciałem zrobić kilka zdjęć, ale tak właściwie to szukam łodzi, która mogłaby mnie zabrać na Wyspy Kanaryjskie.

– Dobrze, w takim razie powinieneś mnie odwiedzić później na łodzi.

– Ok.

– Pomost 10, stanowisko 35

– Dobra, będę tam.

– Skąd jesteś?

– Z Polski.

– O moja żona jest Polką!

Pożegnaliśmy się, a ja postanowiłem znaleźć McDonald i Mercadonę, czyli hiszpański odpowiednik naszej Biedronki. Po zapoznaniu się  z La Linea wróciłem do mariny.

Łódź przycumowana do umówionego stanowiska okazała się być 12 m katamaranem pod australijską banderą o nazwie Sarayu. Tam zastałem kapitana Denysa i poznałem jego żonę Bożenę. Po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że muszę wróci wieczorem, bo potrzebują trochę czasu na zastanowienie czy zabrać kogoś kto pierwszy raz w życiu jest na jachcie.

Miałem kilka godzin, więc zostawiłem rzeczy na pokładzie Sarayu i poszedłem zobaczyć pozostałe dwie mariny, już na terenie Gibraltaru.

Po powrocie na łódź werdykt okazał się pozytywny. TAK! PIERWSZY JACHTOSTOP ZŁAPANY! Można powiedzieć, że po 5 minutach.

Od razu zakwaterowałem się na łodzi. Pierwotnie mieliśmy wypływać już następnego dnia, ale z powodu słynnego hiszpańskiego maniana, mechanicy ociągali się z robotą, a my zamiast w sobotę, wyruszyliśmy w środę. Czy nudziłem się do tego czasu? Haha, na łodzi jest to zdecydowanie niemożliwe. Jak mówi Bożena, na jachcie zawsze znajdzie się coś do roboty. Czyszczenie, polerowanie i generalnie, konserwacja zajęły moje najbliższe dni, no może z wyjątkiem jednego, który przeznaczyłem na zwiedzanie Gibraltaru. Chciałbym zobaczyć minę rodziców widzących mnie tak pracującego. Jednak zapewne po powrocie do domu wrócę do mojego zwyczajnego lenistwa przy pracach domowych. W międzyczasie uczyłem się wiązania przydatnych węzłów i podstaw żeglarstwa oraz słownictwa z angielskiej książeczki szkoleniowej dla skipperów. Swoją prostotą przypomina nasze książki z pierwszych klas podstawówki i chyba nie ma nikogo, kto jej nie zrozumie.

Przytrafiło mi się, także nurkowanie w… no jakby nie patrzeć, w gównie. Podczas polerowania burty, przyssawka do której można przywiązać linę, wpadła mi do wody. Cóż, gadżet nie wyglądał na drogi, to go odkupię. Niestety rzecz nie jest dostępna w Europie. Kapitan twierdził, że nic się nie stało, taki mały wypadek przy pracy. Po oczach poznałem, że wolałby mieć przyssawkę z powrotem.

– Denys, jak głęboko jest w marinie?

– Trochę ponad 5 m.

– Dobra, to pożycz płetwy.

W marinie stoi ze 100 jachtów. Wymiana wody jest utrudniona, generalnie jest to ściek. Ściek pełny ryb, które żerują na resztkach jedzenia wyrzucanych za burtę. Wskoczyłem do wody, na dnie widoczność była… powiem, że nie było jej wcale. Gdy wyprostowałem rękę, to nie widziałem swoich własnych palców! 30 minut szurania nosem po dnie i wreszcie po wielu nurach, udało się odnaleźć zgubę. Uśmiech na twarzy Denysa, bezcenny.

W końcu nadszedł czas wyczekiwanego rejsu, pierwszego w moim życiu. Zostałem rzucony na głęboką wodę i to dosłownie. Już wkrótce miałem zobaczyć bezkres Atlantyku. Jeszcze tylko, krótka wizyta na Gibraltarze po całkiem tanie paliwo i pokonanie cieśniny. Zrobiliśmy to na silniku, ze względu na duży ruch wielkich statków, a i tak zajęło to całe popołudnie i wieczór. Tak oto zaczął się mój pierwszy rejs, w którym było wszystko…

IMG_1064

6 dni takich widoków

Najpierw ponad 30 godzin idealnego żeglowania z wiatrem od rufy o prędkości 20 węzłów. Później dzień ciszy, zagłuszonej warkotem silników. Udany połów ryb Mahi – Mahi, które zapełniły naszą dietę, aż do końca rejsu. Zadziwiające na ile prostych sposobów można przyrządzić rybę. Nasze pełne brzuchy nieźle wkurzyły Posejdona, bo jeszcze tej samej nocy obudziło mnie głośne BANG! BANG! I nie wiem co bardziej, hałas czy to, że wyleciałem w górę z mojego łóżka. Na złość, tuż po zakończeniu mojej wachty. Katamarany mają to do siebie, że gdy zmagają się z większymi falami płynąc pod silny wiatr robią właśnie BANG! BANG! Uderzając dziobem o fale. Nie zgadniecie, kto miał sypialnie na dziobie. Trwało to cały następny dzień. BANG! BANG! No ale żeby się tak złościć o dwie ryby? BANG! Na osłodę zostały poranne wizyty delfinów, raz nawet grubo ponad 20 w jednym czasie.

IMG_0541

Goście na kolacji

IMG_1129

Po chwili już na patelni

GOPR0197.MP4_snapshot_00.30_[2015.10.17_19.01.12]

Każdego ranka takie cuda

IMG_1120

Wschód słońca po wachcie

Co więcej zaliczyłem nawet ucieczkę przed piratami. Po zachodzie słońca, tuż przy wybrzeżu Maroka podejrzana łódka zaczęła się kręcić koło Sarayu. Upłynęły 2 godziny i ta sama łódź sunęła na nas kursem przechwytującym. Człowiek sam na środku oceanu nie zastanawia się długo, tylko ucieka. Czy to byli piraci, uchodźcy czy zwykli rybacy już nikt się nie dowie. Teraz śmieje się z naszego tchórzostwa, ale wtedy nikt o tym nie myślał. Ucieczka była na serio, a nocna wachta z kuszą, gazem pieprzowym, bez żadnych świateł i z wyłączonym AIS pozostanie w pamięci na długo. Cały rejs zakończył się wraz z użyciem robiącego wrażenie spinakera. Niestety zdjęć nie ma bo żagiel okazał się niesforny i dwa raz spadł. Raz z powodu pechowej szekli i raz przez wątpliwej jakości turecką linę, która zwyczajnie sobie strzeliła w nieodpowiednim momencie. To skutecznie zniechęciło nas do podejmowania kolejnych prób. Po dotarciu na Wyspy Kanaryjskie spędziliśmy jeszcze dwie noce w urokliwych zatoczkach na kotwicy, po czym dotarliśmy do mariny na Lanzarote, gdzie pożegnałem Denysa i Bożenę.

IMG_1139

Prawie żeglarz

IMG_1152

Tutaj ten prawdziwy

IMG_1157

Cel osiągnięty

zachód

Teraz można odpocząć

GOPR0203.MP4_snapshot_00.05_[2015.10.17_18.56.18]

Podobało się!

Jachtostop to świetne przeżycie i prawdziwa przygoda. Kapitan Denys okazał się być świetnym nauczycielem, a zdobyta wiedza i doświadczenia pod jego czujnym okiem z pewnością ułatwią mi znalezienie kolejnej łodzi. Do tego okazało się, że nie cierpię na chorobę morską, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że pokonanie Atlantyku na stopa jest jak najbardziej możliwe. Nie pozostaje nic innego od zabrania się za poszukiwanie następnego jachtu.

Marek Kramarczyk

{:}{:en}

I rode to La Linea with cheerful, smiling and most of all very talkative Spanish. Rosa asked me where I wanted to leave. I wasn’t sure what to do at beginning of visit on Gibraltar. First I came up with was marina. There we said goodbye to each other then it appeared that I was in perfect place on exactly good time.

 I got out of the car and walked towards marina entrance. After while one of sailors going to shore talked to me.

IMG_0893

La Linea marina

– Hi! Are you hitchhiker?

– Yup

– What are you doing in marina?

– I wanted to take some photos, but actually I am looking for a boat which can take me to Canary Islands.

– Well, you should visit me on my boat later.

– Ok.

– Pontoon 10, place nr 35.

– Great, I will be there.

– Where are you from?

– From Poland

– Oh! My wife is Polish!

After that I decided to find Mcdonald ( for wifi) and Mercadona, it is Spanish discount market. When I finished checking around La Linea and went back to marina.

The boat moored to indicated place was 12 m  Australian catamaran named Sarayu. There I found captain Denys and met his wife Bożena. After short conversation, they said that I must come back in evening because they need some time to decide about taking someone who first time was on sailing yacht.

I had few hours, so I left backpack on Sarayu board and I went see two other marinas, on Gibraltar territory.

My return was lucky, decision was positive. YEAH! FIRST BOAT COAUGHT! After 5 minutes searching.

Immediately I accommodated on yacht. Firstly they planned to sail away next day, but because of famous Spanish maniana, mechanics was delayed with work, and we instead Saturday, departed at Wednesday. Was I bored until that time? Haha, on boat it is definitely impossible. As Bożena says, yacht is place, where all time is something to do. Cleaning, polishing and general maintenance kept my days with work, beyond one which I spent on sightseeing. I wish I could see my parents faces, watching me working so hard. Although after my return to home, I get back to my usual laziness during home jobs. Meantime I was learning making useful knots, sailing basics and vocabulary from English training book for skippers. It was so simple, similar to Polish books from primary school and I don’t suppose that is a person who doesn’t get it.

Even diving in… no other word for that but, “shit” happened to me. During polishing side of boat I dropped sucker tool into the water. Well, gadget didn’t seem to be expensive, so I would buy a new one. Unfortunately, it is not available in Europe. Captain said that is no problem, shit happens. However his eyes were sad.

-Denys, how deep is in marina?

-Little over 5 m.

-Well, can I borrow your fins?

In marina stay some about 100 yachts. Water movement is difficult, actually it is a sewage. The sewage full of fish which foraging for leftovers from boats. I jumped into the water, on the bottom the visibility was… I say there wasn’t at all. When I rose my hand, I couldn’t see my own fingers! 30 minutes with my nose in the sand I at last after many dives, I managed to find lost thing. Big grin on Denys face, priceless.

Finally time of cruise came, first in my life. First but already I was thrown in at the deep end. Soon I saw immensity of Atlantic Ocean. Short visit for cheap fuel on Gibraltar and passing through strait only yet. We did it on motor because of huge ships big traffic, still it took long time. In that way my first cruise began, during it everything happened…

IMG_1064

6 days this kind of views

From the start, over 30 hours of perfect, beautiful sailing with astern wind, force 5. Then a silent day, interrupted by engines sound. Successful Mahi Mahi fishing, which made our fridge full until end of cruise. It’s amazing how many simple ways exist to cook a fish. Posejdon didn’t approved this fishing. The same night I was awaken by loudly BANG! BANG! And I had no idea what’s caused it more, noise or that I was put into air from my berth. What’s even worse, just after end of my night’s watch. Catamarans have this feature, when they sail with strong heading  wind and struggle with big waves, they do exactly BANG! BANG! By hitting bow with waves. Guess who had berth at the bow. And that was whole next day. BANG! BANG! Eh, be so angry about two fish? BANG! Fortunately morning visits of dolphins put little sugar after. Once much more than twenty in one time.

IMG_0541

Guests came for supper

IMG_1129

And already they are on the pan

GOPR0197.MP4_snapshot_00.30_[2015.10.17_19.01.12]

Every morning at bow

IMG_1120

Just after night’s watch

Even more, I was escaping pirates. After sunset, just near Morocco coast, one suspicious boat started sailing around Sarayu. Two hours later and the same boat was going towards us with intercepting course. Man alone in the middle of the ocean don’t think too much, but run away. Are they really pirates? Or just fishermen, refugees? Nobody will know. It doesn’t change anything, the escape was serious and night’s watch with police gas and speargun, without lights and AIS will stay in memory for long time. All cruise was ended with using of impressive spinnaker. Unfortunately, I haven’t any photos because sail appeared to be unruly and fell down twice. Once because of unlucky shackle, second reason was broken, bad quality, Turkish line. That discouraged us from trying again. After reaching Canary Islands we spent two nights in charming bays on an anchor and next we arrived to Rubicon Marina on Lanzarote where I said goodbye to Denys and Bożena.

IMG_1139

Pretending to be sailor

IMG_1152

The real one

IMG_1157

At our target

zachód

Now we can rest

GOPR0203.MP4_snapshot_00.05_[2015.10.17_18.56.18]

Boat hitchhiking is great

Boat hitchhiking is great experience and real adventure. Captain Denys was good teacher and acquired knowledge and experienced under his watchful eye for sure will make next boat searching easier. I discovered no seasickness, what keep me convenient about Atlantic crossing. Nothing else to do, but looking for next yacht.

Marek Kramarczyk

{:}