Atlantyk

{:pl}

Ocean… wielki i tajemniczy, czasami bywa niebezpieczny, choć rzadko w przypadku przejścia południowego, prowadzącego z Europy do Ameryki. Gdy już wpłynie się w pasaty, cały czas wieje ze wschodu na zachód. Powodowany siłą Coriolisa ruch powietrza, ze stosunkowo stałą prędkością pcha cię do celu. Żeby spotkać sztorm w tych okolicach trzeba mieć pecha. Co nie zmienia faktu, że jeśli coś się wydarzy jesteś zdany wyłącznie na siebie. Tylko kapitan i jego załoga…

zachód 2

Na Karaiby cały czas płyniesz w kierunku zachodzącego słońca.

Mi się nie wydarzyło. Niemniej jednak przekroczenie Atlantyku było jedną z najfajniejszych rzeczy jakie zrobiłem w moim życiu. Doświadczenie zupełnie inne, od wszystkich poprzednich. Ale zacznijmy od początku, od żmudnych przygotowań. Tu powiem jasno, w żeglarstwie więcej jest pracy na lądzie niż na morzu. Gdy już wypłyniesz, zostaje sama przyjemność. Do czasu, aż coś się stanie oczywiście.

Na Blue Ocean pojawiłem się dwa tygodnie przed startem rejsu. W tym czasie poznałem wszystkie ciasne i mokre dziury tego jachtu. Czyszczenie jest klasycznym początkiem kariery marynarza. Widziałem też setki Euro, wydawanych każdego dnia na byle pierdoły. Jakbyście kiedyś kupowali jacht, nie kupujcie dużego. Mała łódka – mały kłopot, duża łódka – duży kłopot, a wcześniej dowiedziałem się, że wszystko powyżej dziesięciu metrów poradzi sobie z oceanem.

IMG_1499

I jak tu płynąć bez żagla?

Cały czas walczyliśmy z mariną. Ta z powodu wspomnianego poprzednio ARCu, dzień w dzień chciała nas wyrzucić. Poranki wyglądały mniej więcej tak, że budziło mnie pukanie w burtę i okrzyk marinero:

– Blue Ocean! Blue Ocean! Musicie wypływać, potrzebujemy tego miejsca.

Po wielu trudnych negocjacjach i jednej improwizowanej zmianie miejsca, staliśmy w marinie do samego końca. Gdy z Andrzejem uporaliśmy się z wieloma mniejszymi i kilkoma dużymi problemami reszta załogi zdążyła się już zameldować na pokładzie, a ja jak już wcześniej pisałem, wraz z przyjazdem Janusza, właściciela jachtu, dowiedziałem się, że płynę przez Atlantyk. Poza nim przyjechał drugi skipper Maciek, Jarek i Nastazja, Włoszka, która tak jak ja, załapała się na katamaran jachtostopem. Mogliśmy się zająć gromadzeniem zapasów i przygotowaniem do rejsu.

IMG_1504

Typowo polska załoga. Jednak wbrew pozorom, zawartość butelki będzie służyć zabijaniu ryb, a nie konsumpcji.

W sobotę, wszak piątek to pechowy dzień na wypłynięcie, krótko po północy, przy głośnym akompaniamencie Vangelis, opuszczaliśmy rozświetlone Las Palmas. Na mojej skórze pojawiły się dreszcze. Na horyzoncie pojawiły się czerwone i zielone światła portowe. Gdy je minęliśmy, przed nami były tylko czarne niebo i jeszcze ciemniejszy ocean. Klimatyczna muzyka dalej rozbrzmiewała w głośnikach, żagle poszły w górę i płynęliśmy…

na motyla 2

Pod pełnymi żaglami

Jacht obrał kurs na południowy – zachód, w kierunku Wysp Zielonego Przylądka. Kapitan ma wielki dar w dobieraniu sobie załogi. Rejs przebiegał w sielankowej atmosferze. Dwoje kucharzy serwowało fantastyczne posiłki, Nastazja i Jarek musieli walczyć o miejsce w kuchni. Reszta napełniała swoje brzuchy świetnym jedzeniem. Maciek z kolei, jako zawodowy instruktor żeglarstwa musiał znosić setki pytań, które ochoczo mu zadawałem.

sekstant

Tajniki żeglarstwa poznawane pod czujnym okiem Maćka

Jeszcze w Las Palmas Janusz zdecydował się zainwestować spore pieniądze w sprzęt wędkarski. Opłaciło się. Nowy kołowrotek, przynęty i cudowna ręka Andrzeja sprawiły, że w przeciągu kilku minut zdobycz lądowała na pokładzie. Łowiliśmy rybę za rybą, a właściwie posiłek za posiłkiem. Aż do złapania 40 kilogramowego Albacore’a, którego jedliśmy, w różnych postaciach, przez tydzień. Inwestycja zwróciła się po trzech dniach. W dalszym ciągu podtrzymuje, że najlepsze jedzenie to właśnie świeża ryba, prosto z oceanu.

40 kg albacora

Andrzej i Maciek ze 40 kilogramami pysznego miejsca.

sashimi

Takiej ryby nie trzeba gotować.

Podczas tego rejsu wszystko układało się wspaniale. Świetne jedzenia, zgrana załoga i nawet wachty dostałem najlepsze, te ze wschodami i zachodami słońca. Tak mógłbym żeglować zawsze. Po sześciu dniach sielanki na Oceanie, kilku wizytach delfinów i setce latających ryb wyrzuconych za burtę, dotarliśmy nocą do Cabo Verde. O jednodniowym, ale intensywnym pobycie na Wyspach Zielonego Przylądka poczytacie następnym razem.

GOPR0304.MP4_snapshot_00.08_[2015.12.18_12.40.28]

Tradycyjna fotka z delfinami.

latająca ryba

Jeden z wielu nieproszonych gości.

wschód 4

Koniec wachty nocnej…

IMG_1987

… i dziennej.

Rankiem następnego dnia ruszyliśmy w dalszą drogę. Prosto na zachód, celem była Saint Lucia. Pchany pasatem, siedemnastometrowy katamaran pokonywał kolejne mile. Gdy do Karaibów zostało jakieś tysiąc mil, zaczęliśmy spotykać inne jachty, te arc’owe i nie tylko. Jednym z nich był kolejny polski dwukadłubowiec, z którego załogą bawiliśmy się jeszcze w Las Palmas. Atlantyk jednak bywa czasami całkiem malutki, no może nie dla tych chłopaków. Nie przewidzieli, że tak szybko skończy się im alkohol.

IMG_2017

Zawsze miło kogoś spotkać na środku Atlantyku.

IMG_2006

Awaria autopilota to jedyna okazja, żeby sobie pokręcić kołem.

20151208_170421

Zdjęcie zatytułowane „Dobrze się bawisz?”, idealnie oddające klimat tego przejścia Atlantyku.

Dziewiątego dnia grudnia, podczas pięknego zachodu słońca na horyzoncie pojawił się ląd, a nawet dwa. Saint Lucia wyłoniła się z wielkiego błękitu w całości przykryta białymi chmurami. Na północ od niej, nieco w oddali była  francuska Martynika.

IMG_5735

Ląd na horyzoncie!

Po czterech godzinach zakotwiczyliśmy na tej pierwszej, w zatoce Rodney Bay. Jedyne co pozostało, to wsiąść na motorówkę i udać się do żeglarskiego baru, żeby świętować. Atlantyk pokonany! Po dwóch i pół miesiąca od wyruszenia z domu, postawiłem swoją nogę na Karaibach.

IMG_2052

Saint Lucia

IMG_2095

Zachód słońca w Rodney Bay

Karaiby! Miejsce tak odległe, tak przeze mnie pożądane, o którym myślałem przez cały ostatni rok studiów. Tak niepewne, bo kto by pomyślał, że bez żadnego doświadczenia można przepłynąć Atlantyk jachtem, do tego na stopa, nie wydając prawie żadnych pieniędzy. A jednak tu jestem. Marzenie stało się rzeczywistością, a prawdziwa wolność, której zaznałem chyba najcenniejszą rzeczą jaką posiadam.

Marek Kramarczyk

{:}{:en}

Ocean… huge and mysterious, sometimes becomes dangerous, although not often on southern passage, leads from Europe to America. When you sail into trading winds, it blows from east to west all time. Caused by Coriolis  force air movement push you to destination with relative constant speed. It is a serious bad luck to meet a storm there. This does not change that in case emergency you are alone. Only captain and his crew…

zachód 2

To Caribbean all time you sail towards setting sun.

It did’t happen to me. However Atlantic crossing was one of the best things I’ve ever done in my life. Experience so completely different from all former. I should start from begin, from painstaking preparations. I can say clearly, during sailing much more work is on land than sea. When you sail away it’s only pleasure, if everything is good of course.

I appeared on Blue Ocean two weeks before cruising start. In that time I met all tiny and wet holes of this yacht. Cleaning is classic beginning of sailor career. I saw also hundreds of Euros, spending each day for some small but necessarily things. If you want to buy a yacht someday, don’t buy a big one. Small boat, small trouble and big boat, big trouble and I found out before that everything more than ten meters is able to deal with ocean.

IMG_1499

How depart without sail?

All time we also fought with marina. They wanted to make us leave day by day, because of mentioned before ARC. Every morning I was woken up by knocking at boat side and scream of marinero:

-Blue Ocean! Blue Ocean! You must sail away, we need this place.

After difficult negotiations and on improvised changing place, we stayed into marina until the end. When, together with Andrzej, we managed to deal with many small and few big problems, rest of our crew was already onboard and as I wrote before with arrival of Janusz, the yacht owner I knew that I would sail across Atlantic. Beyond him arrived second skipper Maciek, Jarek and Nastazja the Italian girl who was boat hitchhiker like me. Now we could collect supplies and prepared for crossing.

.

Maybe it’s not look like that, but alcohol was for killing fish, not to drink

On Saturday, just after midnight with loud music from Vangelis we were leaving illuminated Las Palmas. Shivers appeared on my skin. At the horizon red and green port lights showed. When we passed them in front of us were only black sky and even darker ocean. Climatic music still was being heard in speakers, sails were hoisted and we began…

na motyla 2

Under full sails

Yacht headed south-west, in Cape Verde direction. Captain Andrew has great gift in choosing his crew. Atmosphere of cruising was heavenly. Two cooks served fantastic meals, Nastazja and Jarek must have fought for place in galley. Rest was filling stomachs with tasty food. Maciek as professional sailing instructor was answering hundreds of my questions.

sekstant

Sailing under watchful eye of Maciek

In Las Palmas Janusz decided to invest quite big money in fisherman’s equipment. Totally worth it. New reel, baits and wonderful Andrzej hand caused that in few minutes prey landed onboard. We were catching fish by fish or  I should say meal by meal. Until we caught forty kilos Albacore, which we were eating in different forms for one weak. Still in my opinion, the best food is fresh fish just from the ocean.

40 kg albacora

Andrzej and Maciek with forty kilos of delicious fish.

sashimi

You don’t have to cook such fish.

During this cruise everything was great. Fantastic food, crew and even watches I got the best, these with sunrises and sunsets. I could sail in that way forever. After six days of pleasure on the ocean, few dolphins visits and hundreds flying fish throwing off from deck, we arrived to Cape Verde in the night. About one day, but intensive sightseeing on Sao Vicente you can read next time.

latająca ryba

Flying fish

GOPR0304.MP4_snapshot_00.08_[2015.12.18_12.40.28]

Dolphins photo

wschód 4

End of night’s watch…

IMG_1987

… and day’s.

Next morning we went in further way. Precisely to the west, Saint Lucia was our goal. Pushed by trade winds, seventeen meters catamaran swallowed nautical miles. When one thousand miles left to Caribbean we were meeting other yachts, from ARC and not only. One of them was another Polish multihull, we knew the crew from parties in Las Palmas. Atlantic sometimes can be quite small place, but not for these guys this time. They didn’t predict that alcohol finished so fast.

IMG_2017

It’s always fun to meet someone in middle of the ocean.

IMG_2006

Broken autopilot is the only chance to stand behind the wheel.

20151208_170421

Photo called “Have you fun?”, ideally describes climate of this Atlantic crossing.

The ninth day of December, during beautiful sunset at the horizon a land showed, even two of it. Saint Lucia appeared from grand blue, whole covered by white clouds. Little farer to the north was Martinique.

IMG_5735

Land at the horizon!

After for hours we anchored on this first one, in Rodney Bay. Only thing to do was getting in dinghy and going to sailors’ pub to celebrate. Atlantic was defeated! Two and half month since my home departure I stand with my own legs on Caribbean.

IMG_2052

Saint Lucia

IMG_2095

Sunset in Rodney Bay

Caribbean! Place so far away from my home, so desired by me. Place about I thought whole last year of my studies. So uncertain, because who thought that without any sailing experience it is possible to cross Atlantic by yacht. What’s more by hitchhiking! Almost without spending any money. However I am here. Dream became reality, and truly freedom which I experienced the most precious thing I’ve ever had.

Marek Kramarczyk

{:}