Sen o Karaibach

Przez ostatni rok podróże stały się moją prawdziwą pasją. Autostop  pokazał, że można zwiedzać świat praktycznie za darmo, poznając na swojej drodze wiele fantastycznych osób i przeżywając niezapomniane przygody. Dlatego też gdy zaczął zbliżać się koniec studiów zacząłem myśleć nad czymś oddzielającym czas edukacji od normalnego życia. Myśląc o miejscu następnej wyprawy zdałem sobie sprawę, że jeszcze jest dla mnie zdecydowanie za wcześnie na pracę na etacie. Zrozumiałem też, że po raz pierwszy w moim życiu jestem kompletnie wolnym człowiekiem i jeśli chcę podróżować  to nie ma nic prostszego niż spakować plecak i jechać.

Łatwo powiedzieć, niestety trudniej jest to zrobić. Po pierwsze gdzie i po co jechać? W moim przypadku padło na Karaiby. Dlaczego? Potrafię jednym tchem wymienić wiele powodów. Przede wszystkim  nienawidzę zimy, śnieg kojarzy mi się z odśnieżaniem, chociaż przez większą część zimy i tak jest ciapa na drogach. Żadne narty nie zastąpią ciepłych promieni słonecznych sprawiających, że nie trzeba nosić grubych i ciężkich ubrań. Zawsze też wolałem morze i rajskie plaże niż góry, no i Karaiby to raj do uprawiania nurkowania, kolejnej z moich nowych pasji. Robiąc mały rekonesans w Internecie, żeby zdobyć trochę informacji o tych wyspach dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy. Według różnych blogerów Wyspy Karaibskie okazują się być prawdziwym rajem na Ziemi i to nie tylko ze względu na magiczne okoliczności przyrody. Podobno mieszkający tam ludzie mają bardzo zdrowe podejście do życia. Pracują tylko tyle ile trzeba, zawsze znajdą czas na realizację hobby, podróże czy zabawę z innymi mieszkańcami wysp. Nikt nie patrzy na metki przy ubraniach, czy markę samochodu. Jeździ si     ę starymi terenówkami albo autostopem, ubiera tak, żeby było wygodnie, a nie koniecznie stylowo. W skrócie można powiedzieć, że mieszkańcy Karaibów po prostu cieszą się życiem. Jeszcze nie wiem czy to prawda, ale postanowiłem to sprawdzić.

Caribbean_general_map

Decyzja została podjęta. Ale jak się tam dostać nie mając za dużo pieniędzy? No cóż, zawsze można zarobić, albo… w sumie dlaczego by nie pojechać jak zwykle, na stopa. Na stopa? No ale przecież tam jest ocean do pokonania. Owszem jest, ale sposób też zawsze się znajdzie. Dwa lata temu trafiłem na youtubie na film Mateusza Andrusiaka o jachtostopie.  Jachtostop polega mniej więcej na tym samym co klasyczny autostop, tyle, że zamiast samochodów łapiemy łodzie i statki. W zamian za pomoc na jachcie kapitan może nas zabrać w rejs. Są cztery rodzaje tej formy podróżowania:

  1. Płacimy określoną ilość pieniędzy za każdy dzień rejsu, będąc przy tym normalnym członkiem załogi. ( Ta opcja zdecydowanie mnie nie interesuje)
  2. Składamy się na jedzenie i opłaty w marinach oraz pomagamy przy jachcie.
  3. Płyniemy tylko w zamian za pomoc na pokładzie.
  4. Dostajemy zapłatę za pomoc w przeprowadzeniu jachtu. (Niestety też mnie nie interesuje, bo trzeba mieć doświadczenie.)

Tak więc gdzieś w okolicach grudnia 2014 zacząłem przyzwyczajać rodziców do mojego pomysłu. Początkowo brali mnie za szaleńca, ale po kilku miesiącach nudzenia Karaibami przywykli. Została tylko praca magisterska do napisania i obronienia oraz egzaminy, żadna z tych rzeczy nie stanowiła problemu. Żeby nie było tak prosto to w międzyczasie dostałem ofertę  pracy, której zwykle nie dostaje się na studiach. Musiałem wybierać, co poskutkowało kilkoma nieprzespanymi nocami. Po ciężkich życiowych rozkminach wygrała podróż. Jak to zwykle bywa gdy podejmujemy decyzję o długim wyjeździe, to nagle wszystkie fajne dziewczyny stają się wzięcia, pojawiają ciekawe okazje i generalnie wszystko stara się Ciebie zatrzymać. Nie rzucam jednak słów na wiatr i zamiast myśleć o tym wszystkim zająłem się zdobywaniem wiedzy o trasach i sezonach żeglarskich.

Wrzesień nadszedł szybkimi krokami, a wraz z nim czas mojego wyjazdu. Nie było łatwo zostawić wszystko za sobą. Dom, rodzinę, przyjaciół i generalnie całe dotychczasowe życie. Nie będzie też łatwo złapać stopa przez Atlantyk komuś, kto nigdy nie był na jachcie. Ale nie ma sensu przejmować się takimi rzeczami, ponieważ zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. Czas ruszać ku przygodzie! Następny cel to wylotówka na Atlantyk, czyli Gibraltar.

Marek Kramarczyk