Polskie Karaiby #2 – Władysław Wagner i jego wyspa

Żeby odnaleźć kolejny polski akcent, trzeba się udać na Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Jednak zanim tam dotrzemy, krótko opowiem wam kim był Władysław Wagner. Żeglarze pewnie dobrze go znają. Jednak dla reszty to nazwisko może niewiele znaczyć. Ja sam pierwszy raz usłyszałem o nim, gdy już zacząłem moją morską przygodę. Niestety w szkole na historii uczymy się o pierdołach takich jak traktaty wydane przez francuskich królów czy prawach panujących w starożytnej Mezopotamii. Temat pierwszego Polaka, który opłynął świat dookoła jest zupełnie pomijany. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Może wy chodziliście do lepszych szkół.

Cofnijmy się do 8 lipca 1932 roku. Tego dnia niespełna dwudziestoletni harcerz wypłynąl z Gdyni na niewielkim jachcie „Zjawa” z zamiarem okrążenia globu. Swoich bliskich poinformował o wakacyjnym rejsie po Bałtyku. Mimo małej dzielności jednostki, młody Władysław Wagner zainspirowany przez wcześniejszy, samotny rejs dookoła świata odbyty przez Joshuę Slocuma postanowił zrealizować swoje wielkie marzenie. Zjawa udała się na zachód. Pokonuje krótkie odcinki docierając na Morze Północne, a potem Atlantyk. Dalej jacht płynie wzdłuż wybrzeży Portugalii i Maroka. Żeglarz płynie dalej na południe, remontując jednostkę w Dakarze. Następnie spływa w okolice równika i w lekkich pasatach wyrusza w drogę przez Atlantyk. W końcu docierając do Belem w Brazylii. Stamtąd Zjawa płynie do Panamy, już wtedy w nie najlepszej kondycji. Po dotarciu na miejsce żeglarz zdaje sobie sprawę, że jacht nie jest gotowy do przeprawy przez Pacyfik i go sprzedaje.

Za pieniądze ze sprzedaży oraz honorarium za napisanie książki „Podług Słońca i Gwiazd” kupuje i remontuje większy jacht. „Zjawa II” wyrusza w dalszą drogę. Tym razem jednak Władysław Wagner ma mniej szczęścia. Dociera na Galapagos, Markizy i Samoa. Nękany przez sztormy wypływa w kierunku Fidżi, gdzie rejs chwilowo zostaje przerwany. Druga Zjawa przegrywa walkę z robactwem i zostaje sprzedana. Jej kapitan trafia po kilku miesiącach do Australii, otrzymuje tam wsparcie miejscowej Polonii. Później udaje się do Ekwadoru i buduje tam nową jednostkę według własnego projektu.

„Zjawa III” jest większa od obu poprzedniczek i ma 15,5m długości. Wypływa 19 lipca 1937 roku. Ciesząc się pasatową żeglugą i lepiej wyposażonym jachtem Polak dociera do Australii, zostając tam na dłuższy czas. Następnie płynie wzdłuż Wielkiej Rafy Koralowej. Dalej przez Ocean Indyjski i Morze Czerwone. Przepływa przez Kanał Sueski i trafia na Morze Śródziemne. W kolejnych odwiedzanych portach czuć atmosferę zbliżającej się wojny. Wagner śpieszy się do Gdynii by zdążyć przed jej wybuchem. U wybrzeży Portugalii zamyka pętle i staje się pierwszym Polakiem, który opłynął świat dookoła. 21 sierpnia 1939 roku zacumował w Southampton. Wojna go uprzedziła i Władysław Wagner już nigdy nie powrócił do ojczyzny.

Podczas wojny pracował na statkach konwojowych, a po zakończeniu walk nie było mowy o powrocie do komunistycznego kraju. Wraz z żoną pożeglował na Karaiby i osiedlił się właśnie na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Jego nowym domem stała się niezamieszkała wtedy Trellis Bay. Założył tutaj stocznie jachtową, przyczynił się do powstania lotniska na Beef Island. Na maleńkiej wysepce Bellamy Cay zlokalizowanej na środku zatoki wybudował budynek klubowy. Właśnie to miejsce znane jest teraz jako Wyspa Wagnera.

IMG_7628
Dzisiaj na wyspie mieści się restauracja. Mimo, że w ojczyźnie został zapomniany, to Władek wciąż jest obecny w Trellis Bay. Polonia żeglarska rozsiana po świecie doprowadziła do odsłonięcia tablicy upamiętniającej wyczyn Polaka. Na Bellamy Cay powiewa biało-czerwona bandera. Tą obecna sam zawiesiłem na maszcie nie dalej jak dwa tygodnie temu. Pochodzi z polskiego jachtu „Stary Bocian”, którą przyjaciele przywieźli z Martyniki. Co trzy lata organizowany jest też zlot polskich żeglarzy ku pamięci Wagnera. Następny odbędzie się początkiem 2018 roku.

Władysław Wagner swoją magią przyciąga rodaków. Rok temu trafiłem tu dość przypadkowo i miałem okazję przez krótki czas mieszkać na wyspie. Teraz gdy pojawiła się okazja do drugiej wizyty w Trellis Bay nie wahałem się ani chwili. Ostatnio byłem tu jedynym Polakiem, tym razem na miejscu zastałem całkiem pokaźną gromadkę mówiącą po polsku i okupującą zatokę.

A gdyby ktoś chciał zamieszkać na jakiś czas w tym rajskim i historycznym miejscu to jest ku temu okazja. Właściciel The Island Last Resort, czyli wspomnianej restauracji przyjmuje wolontariuszy w ramach programu Workaway.

Marek Kramarczyk