Królestwo autostopu

Gdy planowałem moją pierwszą wyprawę, celem wcale nie była Turcja. Jednak już wtedy czytając różne relacje z tego kraju dało się zauważyć częste stwierdzenie podróżników, mówiące o raju dla autostopowiczów. I tak rzeczywiście było. Już od samej granicy kierowcy stawali szybciej, byli bardziej uśmiechnięci i optymistyczni. Tureckie drogi są dobre i posiadają bardzo szerokie pobocza, dzięki czemu łapanie staje się samą przyjemnością.

Pobocza są szersze niż jezdnia
Pobocza są szersze niż jezdnia

Po zwiedzaniu Efezu, razem z Wojtkiem raczyliśmy się figami kupionymi za śmiesznie niską cenę od przydrożnego handlarza. Siedząc na krawężniku zauważyliśmy kolejnego backpackera. Okazał się nim Adam. Postanowiliśmy się udać na pobliską stację benzynową, żeby zaopatrzyć się w wodę na dalszą podróż. Rozmowa kleiła się świetnie, więc pojawił się pomysł wspólnej jazdy we trójkę. Chcieliśmy się przekonać, czy faktycznie mimo takiej liczby osób łapanie dalej pójdzie bezproblemowo. Rzeczywistość przeszła jednak najśmielsze nasze oczekiwania. Wyszliśmy na pobocze, wyciągnęliśmy dłoń i… Drugie przejeżdżające auto się zatrzymało. Jedna minuta! Ten kraj jest jednak magiczny. Z uśmiechami na twarzy wpakowaliśmy się do środka i jechaliśmy. Po dwudziestu kilometrach trzeba było się pożegnać z kierowcą, więc znów wylądowaliśmy na poboczu. Czekaliśmy nieco dłużej, całe pięć minut!  W takim razie jeździmy razem! I tak przez ponad dwa tygodnie, trzech chłopaków, a średni czas stania przy poboczu wyniósł piętnaście minut.

Nie zawsze jest miejsce w środku
Nie zawsze jest miejsce w środku

Było łatwo, szybko i przyjemnie, no może pewne trudności napotykaliśmy w niedzielne popołudnia gdy rodziny wracały z weekendowych wycieczek i po prostu nie mieli miejsca. Rozstaliśmy się dopiero na obwodnicy Ankary, gdzie Adam ruszał w stronę Iranu, a ja i Wojtek wracaliśmy już w kierunku naszego kraju odwiedzając po drodze Stambuł.

Na rozstaju dróg
Na rozstaju dróg

Turcy podwożą bardzo chętnie, niejednokrotnie nadkładając drogi, żeby tylko pokazać nam coś interesującego. A gdy sytuacja wydaje się beznadziejna (dla Turcji to jakaś godzina czekania), zawsze w końcu trafi się przyjazna rodzina Kurdów, która wybawi z każdej opresji.

Staliśmy na wyjeździe z Pammukale, gdy zatrzymał się jeden z rodzinnych modeli fiata. W środku cztery osoby, czyli tylko jedno miejsce wolne. Trochę zdziwieni podchodzimy do kierowcy, który gestem zaprasza nas do środka. Niby nie ma opcji na zmieszczenie naszej trójki, zwłaszcza z trzema sporymi plecakami. Na szczęście w tym kraju wszystko jest „No problem!”. Mały chłopak od razu wylądował na kolanach u pasażera siedzącego z przodu. Nam udało się jakoś wgramolić na dwa wolne miejsca, plecaki były pod sufitem i jedziemy. Po pół godzinie byliśmy w Denizli, gdzie nasz kierowca odbijał na wschód, zapraszając nas do swojego domu w Erzurum. Niestety, zmierzaliśmy w przeciwną stronę i odmówiliśmy. Kurdowie nie zrażając się tym faktem dalej okazywali chęci ułatwienia nam podróży. Kierowca oznajmił, że wie na czym polega autostop i tracąc godzinę czasu na jazdę przez zakorkowane miasto, wysadził nas na właściwej wylotówce po drugiej stronie Denizli. Oszczędziło nam to sporo chodzenia.

Pammukale
Pammukale

Tak samo otwarci są tureccy policjanci. Na wspomnianej wcześniej obwodnicy Ankary natknęliśmy się na policyjny patrol. Dwa radiowozy, kilkoro mundurowych, a wszystko to pod znakiem mówiącym, że zaczyna się autostrada i jest zakaz ruchu pieszych. Twardo szliśmy, a gdy jeden z oficerów do nas podszedł i zobaczył karton z napisem Instanbul, tylko się uśmiechnął i wskazał właściwy wjazd. I można tak wyliczać bez końca. Jednak w trosce o miejsce w Internecie, dodam tylko, że można pozwolić sobie na noszenie lżejszego plecaka. Nie musimy brać wielkich zapasów jedzenia dzięki kierowcom, którzy na każdym kroku proponują coś do jedzenia. To w połączeniu z obecnym w Turcji zwyczajem, czyli nie odmawianiu pod groźbą obrazy gospodarza, sprawia, że nie poczujemy głodu. Wiemy już, że stopuje się doskonale. Pozostaje jeszcze konieczność znalezienia noclegu.

Stacja benzynowa nowym domem

Ogromna ilość pięknych i malowniczych plaż, powoduje że dylemat nie istnieje jeśli znajdujemy się na wybrzeżu. W Kapadocji zdecydowanie polecam wybrać sobie jeden z opuszczonych skalnych domów. Śpimy właściwie jak w hotelu, tyle że oszczędzamy 200zł za noc. Często też spotykaliśmy się z zaproszeniami na nocleg od kierowców, niestety nie zawsze ich domy znajdują się po drodze. A co jeśli utkniemy w środku miasta? Czy warto rozglądać się za hostelem? Zdecydowanie nie! Początkowo rozglądaliśmy się za terenami zielonymi, no może raczej w kolorze wyschniętej trawy. Jednak dosyć szybko odkryliśmy uroki nocowania na stacjach benzynowych, które stały się najczęstszymi miejscami noclegowymi w miastach. A wygląda to tak…

Wszechobecny czaj
Wszechobecny czaj

W Turcji na stacjach benzynowych, pracuje od czterech do ośmiu osób. W Polsce na takich samych wystarczają tylko dwie. Coś za coś, nie dość, że miejscowi tankują i myją samochód, to jeszcze robią czaj. U nas się tego nie doświadczy. Może to dlatego turecka benzyna kosztuje prawie 9zł za litr. W każdym razie gdy zapada zmrok, chłopaki przeważnie nie mają za dużo roboty. Odwiedziny grupki podróżników w tym wypadku rosną do rangi wydarzenia miesiąca. Tak więc wystarczy usiąść na krawężniku i czekać. Po chwili mamy do dyspozycji nieskończoną ilość czaju oraz inne napoje. Drobne przekąski są na porządku dziennym. Raz nawet pracownicy zabrali nas do pobliskiej restauracji. Gdzie zaserwowano nam darmowy, trzydaniowy obiad. Obsługiwała nas trójka kelnerów, dla których także byliśmy niecodziennym widokiem. Wszystko to poparte było pysznym, miejscowym deserem.

Pięciogwiazdkowa stacja benzynowa w samym środku szesnastomilionowej metropolii
Pięciogwiazdkowa stacja benzynowa w samym środku szesnastomilionowej metropolii

Gdy robi się późno, zawsze służą pomocą w szukaniu miejsca na rozbicie namiotu lub rozłożenie karimaty. I najlepsza rzecz. Pewnej nocy w Stambule, obudziłem się koło godziny drugiej. Przetarłem oczy, a nad sobą zobaczyłem jednego z pracowników, który trzymał roboczą kurtkę i pytał się czy nie jest mi zimno. O, taka gościna. Dodatkowo rano mamy dostęp do łazienki, a także można uzupełnić sobie zapasy. Ceny na stacjach nie odbiegają od tych z marketów. Podczas śniadania, nieraz załoga stacji próbuje łapać dla nas stopa. Jeśli kiedykolwiek utkniemy w tureckim mieście na noc, to pierwsza rzeczą jaką należy zrobić, jest udanie się na stację benzynową.

O tym warto rozmawiać

Jak wiadomo jednym z najistotniejszych elementów autostopu jest rozmowa z kierowcami. Podczas tej podróży spotkałem kilkudziesięciu. To pozwoliło mi określić kilka tematów do konwersacji, które ratują sytuację nawet gdy ta się nie klei, a przynajmniej jeśli chodzi o rozmowę z tymi tureckimi. A jak wiadomo kilkugodzinna jazda w milczeniu nie należy do rzeczy przyjemnych. Na pierwszy plan bardzo szybko wysuwa się postać Ataturka, pierwszego prezydenta Turcji. Gdy w ogóle wspomnimy to imię, od razu zyskujemy szacunek w oczach miejscowych. Ataturk ma w tym kraju status bohatera narodowego i jeśli miałbym wskazać kogo czci ludność lokalna, to nie byłby to Allah, a właśnie twórca Republiki Tureckiej. Na dodatek pokazanie, że się cokolwiek o nim wie, powoduje zwiększenie się tureckich oczu do rozmiaru pięciozłotówek i powstanie szerokiego uśmiechu na ich twarzach. Dzięki temu mamy gwarantowany obiad w następnej mijanej restauracji. Świetnym tematem do rozmów jest oczywiście piłka nożna, czyli narodowy sport całego świata. Jak każdy znają Lewandowskiego, miło również wspominają Mierzejewskiego i Grosickiego. Zauważyłem tendencje do kibicowania klubom ze Stambułu, co w sumie nie dziwi, bo w momencie pisania tego postu, aż cztery kluby z tego miasta są na czele tabeli tureckiej ligi. Jedynym problemem może być jazda z trójką tureckich kibiców, gdy każdy wspiera inny zespół. Wywiązuje się wtedy twórcza dyskusja na temat siły drużyn. Niektórzy mogą ją nazwać kłótnią. Ja jako kibic czułem się jak ryba w wodzie, ale zdaje sobie sprawę, że nie wszystkim może to odpowiadać.

Tureckie krajobrazy
Tureckie krajobrazy

Skoro już znamy popularne tematy, warto wspomnieć o tym, czego należy unikać. Mowa tutaj o Kurdach i ich napiętej sytuacji z Turkami. Terytorium Kurdystanu znajduje się w południowo-wschodniej Turcji i północno-zachodnim Iraku. Kurdyjskie bojówki walczyły o uzyskanie niepodległości dla kraju. Konflikt pochłonął ponad 45 tys. ofiar. Ja, nie mając o tym pojęcia, pewnego razu nieopatrznie wychwalałem kurdyjską gościnę pod niebiosa. Powodując tym samym zmieszanie i zadziwienie na twarzy kierowców. Dopiero Adam wyprowadził mnie z pułapki. Od tamtej pory nie poruszałem tego tematu zarówno goszcząc zarówno u Turków, jak i u Kurdów. Stosunkowo mała ilość miejscowych mówi po angielsku. Czy to jest problem? Nie! Bariera językowa nie istnieje, przynajmniej do pewnego stopnia, ale na szczęście nie przyjechaliśmy tutaj robić interesów.

Ankara to miasto wyrastające pośrodku niczego
Ankara to miasto wyrastające pośrodku niczego

Staliśmy na łuku obwodnicy Ankary, na szczycie wzniesienia. Zatrzymała się ciężarówka z sympatycznym kierowcą w środku. Nie znał ani słowa po angielsku, a czekało nas dziesięć godzin jazdy. Niby jest to niecałe pięćset kilometrów. Jednak nasza ciężarówka nigdzie się nie śpieszyła. Co chwila przystawaliśmy na czaj. Znałem wtedy dziesięć tureckich wyrazów i to wcale nie okazało się za mało. Przez całą długą drogę rozmawialiśmy mieszanką tureckiego, polskiego i migowego. Większość czasu spędziłem na nauce nowych słów, techniką przez pokazywanie różnych rzeczy po drodze i pytanie o nazwę. Gdy dotarliśmy na miejsce, mój zasób słownictwa wzrósł trzykrotnie.

Wystrój wnętrza to podstawa
Wystrój wnętrza to podstawa

Po tych wszystkich doświadczeniach, z czystym sumieniem mogę potwierdzić relacje dotyczące autostopu w Turcji, które można znaleźć w Internecie. Jeśli ktoś się waha jakie miejsce wybrać na swoją pierwszą przygodę, niech jedzie właśnie tam. Na pewno się nie zrazi, a po powrocie od razu zacznie planować kolejny wyjazd.

Marek Kramarczyk