Kapadocja za 5 zł

Kapadocja –  piękna, tajemnicza, księżycowa kraina znajdująca się w samym środku Turcji. Jest to niewątpliwie jej główna atrakcja, bez której nie może się odbyć żadna wycieczka. Wyrastające z terenów półpustynnych formacje skalne przyciągają turystów z całego świata. Dlatego też, za możliwość odwiedzenia każdej atrakcji przyjdzie nam słono zapłacić. Czy da się tego uniknąć? Oczywiście! Mi udało się wydać 5zł, podczas dwóch dni intensywnego zwiedzania.

z136
Księżycowy pejzaż

Powstanie tego cudu natury zawdzięczamy procesom wulkanicznym.  Aktywność  trzech otaczających ten rejon wulkanów, wytworzyła tuf. Jest to charakterystyczna, miękka skała osadowa, która łatwo podlega erozji. Przez miliony lat siły natury wyrzeźbiły niesamowite kominy i grzyby, dzięki czemu możemy podziwiać baśniowy krajobraz. Łatwość w drążeniu tej skały przyciągnęła osadników. Przez kilka stuleci te tereny były zamieszkiwane przez chrześcijan. Dało to początek wielu wykutych w skale, majestatycznych kościołów, domów, a nawet podziemnych miast oraz twierdzy. Niestety, za wejście do parku z najlepiej  zachowanymi skalnymi domami, czy  zwiedzanie któregoś z podziemnych miast przyjdzie nam zapłacić grubo ponad 30zł za jeden bilet. Nawet zwiedzanie kościołów to koszt 10 zł za każdy.

Biznes turystyczny kwitnie
Biznes turystyczny kwitnie

Takie kwoty niezbyt dobrze wpływają na budżet autostopowicza. Chociaż nigdy nie oszczędzam na biletach wstępu, to tym razem postanowiłem zrobić wyjątek. Głównym argumentem przemawiającym za podjęciem tej decyzji, była ogromna liczba rzeczy, które można zobaczyć w Kapadocji za darmo. Od samego początku wraz z moimi towarzyszami podróży, wiedzieliśmy, że zostaniemy tu tylko dwa dni i wcale nie planowaliśmy oszczędzania na biletach. Po prostu przy dwóch dniach zabrakło nam czasu na wizytę w płatnych atrakcjach.

Jedna z wielu darmowych atrakcji
Jedna z wielu darmowych atrakcji

Na miejsce dotarliśmy oczywiście na stopa. Dzięki wspaniałej, tureckiej mentalności kierowca nadłożył ponad 100 km drogi, żeby nas zawieźć do naszego celu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy po południu, a pierwszym przystankiem było podziwianie Doliny Goreme z punktu widokowego, między wioską o tej samej nazwie i miasteczkiem Uchisar.

z135
Panorama doliny Goreme

Wczesnym wieczorem dotarliśmy do wioski, gdzie trafiliśmy na festiwal tańców ludowych zespołów z pobliskich krajów oraz Turcji. Po obejrzeniu występów przyszedł czas na znalezienie noclegu. W Kapadocji, słynącej z wykutych w skałach domów, wybór jest oczywisty. Z racji późnej pory, nie opuszczaliśmy Goreme. Jednak nawet w centrum miejscowości pełnej turystów, opuszczonych domów nie brakowało i mogliśmy wybierać w ofertach. Dla przeciętnego zwiedzającego taka przyjemność kosztuje co najmniej  150 zł za jedną noc. My wybraliśmy apartament na piętrze z widokiem na pobliski meczet, w cenie 0 zł. Nasz pokój znajdował się na wyższej kondygnacji. Niestety drabinki nie było i trzeba było się wciągać. Było warto, ponieważ to był jeden z najlepszych noclegów podczas tej podróży. Zostawiliśmy plecaki w hotelu i ruszyliśmy podziwiać pobliską dolinę oświetloną przez gwiazdy i księżyc. Grubo po północy przyszedł czas na upragniony sen.

Widok z naszego apartamentu
Widok z naszego apartamentu

Spało nam się tak dobrze, że niestety zaspaliśmy na podziwianie balonów, które każdego ranka zabierają turystów i pokazują fantastyczne widoki z perspektywy lotu ptaka. Mimo tego, korzystając z okazji wybraliśmy się na kilkugodzinny spacer, oglądając skały oraz wydrążone w nich domy i kościoły. Wszystko poza pobliskim parkiem i kościołami jest ogólnie dostępne i nikt nie wymaga żadnych opłat.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkali w nich ludzie
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkali w nich ludzie
Lokalne ścieżki ciągną się kilometrami
Lokalne ścieżki ciągną się kilometrami

Jak pisałem wcześniej, nawet wejścia do kościołów są płatne. Nam udało się to jednak w sprytny sposób obejść. Może to trochę pachnie typową polską cebulą, jednak gdy pieniędzy jest mało, nikt na to nie patrzy. W jednym z kilkunastu kościołów bilet wstępu jest połączony z tym upoważniającym do wejścia do parku krajobrazowego. Turyści śmiecą, więc wystarczy podnieść wykorzystany bilet z ziemi. W przypadku wejścia do kościoła nie ma żadnego elektronicznego systemu, nikt też nie znaczy biletów. Pokazujemy bilet i podziwiamy historyczne mozaiki za darmo. Gdy już nacieszyliśmy oczy w Goreme, wyruszyliśmy w kierunku wykutej w skale twierdzy w miasteczku Uchisar. To było miejsce gdzie zapłaciliśmy za bilet tytułowe 5 zł. Zdecydowanie było warto. Twierdza góruje nad całą doliną, a widok z jej szczytu zapiera dech w piersiach. Nie wiadomo dlaczego, tłumy turystów z Goreme tylko w bardzo niewielkiej ilości odwiedzają zamek. Poza kilkoma osobami, nie było tam nikogo.

Droga do twierdzy
Droga do twierdzy
Zamek w całej okazałości
Zamek w całej okazałości
Widok ze szczytu
Widok ze szczytu

Gdy schodziliśmy ze wzgórza, przy okazji plątając się po miejscowych bazarach, natrafiliśmy na sklep z pamiątkami, który mieścił się w skalnym domie. Sprzedawca zaprosił nas na tradycyjny czaj. Po krótkiej rozmowie, okazał się być właścicielem całej posiadłości i zaproponował, że nas po niej oprowadzi. Jego rodzina mieszkała w tym miejscu jeszcze trzydzieści lat temu. Teraz wrócił z planem rozkręcenia własnego biznesu. Sklep był tylko podwaliną pod przyszłą restauracje. Turek pełen optymizmu opowiadał o swoich planach, nieco narzekając na turystów , wybierających na cel swoich wycieczek odległe o kilka kilometrów Goreme. Oprowadził nas po wszystkich pomieszczeniach, ze szczegółami objaśniając ich niegdysiejszą funkcję i przeznaczenie. Trudno sobie to wyobrazić, ale te domy funkcjonalnością przypominały te, które znamy z życia codziennego. Posiadały łazienkę, kuchnie, spiżarnie, sypialnie czy pokoje gościnne. Gospodarz pokazał nam, także dużą piwnice, przeznaczoną na miejsce przyszłego lokalu.

Wygodna kanapa to podstawa
Wygodna kanapa to podstawa
W środku
W środku
Dom w całej okazałości
Dom w całej okazałości
Właściciel z optymizmem patrzy w przyszłość
Właściciel z optymizmem patrzy w przyszłość

Nasza mała wycieczka dobiegła końca o zachodzie słońca. Nie pozostała nam nic innego jak zmierzać w stronę wylotówki z Uchisaru i rozglądać się za noclegiem. Ostatnie dwa dni były równie wspaniałe, co męczące. Zobaczyliśmy wiele fantastycznych rzeczy, nie wydając przy tym prawie nic. Kapadocja rzeczywiście jest obowiązkowym punktem na liście osób odwiedzających Turcję. Jej bogactwo jest tak ogromne, że dwa dni to zdecydowanie zbyt mało, aby poznać ją w całości. Na szczęście zawsze można tam wrócić.

Marek Kramarczyk