Góry, lasy i jeziora Macedonii

Sezon rejsów na Karaiby zaczyna się dopiero w październiku. Siedzenie w domu podczas wakacji jest marnowaniem letniego słońca. Żeby tego nie robić postanowiłem odwiedzić jedne z ostatnich dzikich krajów w Europie. Wybór był prosty – Macedonia i Albania.

Wyruszyłem tradycyjnie z Borku Fałęckiego w Krakowie. Jest to miejsce, z którego wszyscy autostopowicze zaczynają łapać, jeśli jadą na południe. Do Macedonii udało mi się dotrzeć po trzech dniach. Mogło być znacznie szybciej, niestety Serbia po raz kolejny okazała się dla mnie niezwykle pechowa. Kilkugodzinny spacer przez niemal cały Belgrad i utknięcie na serbskim zadupiu następnego dnia spowodowały dobę opóźnienia. Zaraz po przekroczeniu granicy macedońskiej ludzie stali się bardziej skorzy do pomocy. Mimo tego, że był środek nocy szybko trafiłem do przygranicznego miasteczka Kumanovo. Tam Vlatko, jeden z pracowników stacji najpierw wskazał mi dobre miejsce na rozbicie namiotu, a następnego dnia zaprosił mnie do siebie na śniadanie. Tradycyjny bałkański Burek to doskonałe źródło energii na cały dzień intensywnego łażenia. Przy jedzeniu rozmawialiśmy o Macedonii oraz Polsce. Tata mojego gospodarza przez kilka lat pracował w Polsce i świetnie mówił w naszym języku. Po pysznym posiłku Vlatko podrzucił mnie jeszcze do Skopje.

Śniadanie u Vlatko
Śniadanie u Vlatko

Pierwszym punktem na mojej liście był jednak Kanion Matka. Zdjęcia nie są wstanie w pełni oddać piękna tego miejsca, ale robiłem co mogłem. Jest kilka sposobów na zwiedzanie kanionu. Można wypożyczyć kajak lub wypłynąć w rejs łodzią do pobliskiej jaskini. Amatorzy nurkowania jaskiniowego, także znajdą coś dla siebie. Ja wybrałem spacer dziką, górską ścieżką, która ciągła się wzdłuż kanionu. Żadna z nadchodzących z przeciwka osób nie wiedziała dokąd prowadzi ta droga, ponieważ nikt nie doszedł do końca. Po przejściu kilku kilometrów, skończyła mi się woda. Końca ścieżki nie było widać, więc posłuchałem głosu rozsądku i postanowiłem zawrócić. W drodze spotkałem Juliena ze Szwajcarii, przyłączył się do mnie i wracaliśmy razem. Po powrocie odpoczywaliśmy nad rzeką. Dołączyła do nas, także poznana kilka godzin wcześniej para holendersko – macedońska. Późnym popołudniem każdy z nas ruszył w swoją stronę, ja udałem się na wylotówkę w kierunku następnego przystanku podczas tej podróży.

Tama w kanionie
Tama w kanionie
Świetne miejsce na kajaki
Świetne miejsce na kajaki
Ścieżka jest dzika, a zabezpieczeń brak
Ścieżka jest dzika, a zabezpieczeń brak
Można eksplorować podwodne jaskinie
Można eksplorować podwodne jaskinie
Popołudniowe czilowanie
Popołudniowe czilowanie

Już wieczorem zjawiłem się nad sztucznym jeziorem Mavrovo. To miejsce nie jest szczególnie popularne w środku lata. W zimie znajduję się kurort narciarski, gdzie ściągają tłumy Macedończyków. Natomiast o tej porze roku można cieszyć się spokojem w otaczających akwen górach i lasach. Mavrovo słynie z kościółka, który w zależności od poziomu wody w zbiorniku jest okresowo zalewany.

Znajomi twierdzą, że podłożyłem ogień dla lepszego efektu
Znajomi twierdzą, że podłożyłem ogień dla lepszego efektu
Mavrovo o poranku
Mavrovo o poranku

Okoliczności przyrody były bardzo kuszące do rozbicia obozu nad samym brzegiem jeziora. Niestety, jak to w górach bywa, pogoda może zmienić się diametralnie w ciągu kilku minut. Tak też się stało. Porywisty wiatr i ciemne chmury skutecznie zmusiły mnie do poszukiwania dachu nad głową. Gdy podróżuje się w pojedynkę, człowiek długo nie zastanawia się co zrobić w takiej sytuacji. Wróciłem więc do pobliskiej wioski i zapytałem właściciela pierwszego lepszego garażu czy mogę się tam przespać. Nie było żadnych problemów, nawet dostałem prostą kolację i położyłem się spać bez obaw, że zmoknę w nocy.

Następnego ranka pogoda dopisywała, co pozwoliło na nieśpieszne śniadanie przy uroczym kościółku i kąpiel w jeziorze. Następnie wyruszyłem w stronę Ochrydy (Tak to poprawna polska nazwa). Wybrałem dłuższą i mało uczęszczaną drogę, żeby podziwiać magiczne widoki na trasie przebiegającej przez kanion rzeki Radika. Miałem trochę szczęścia i pierwsze auto, ze starszym holenderskim małżeństwem w środku, przewiozło mnie przez całą drogę, aż do Debar.

Droga w kanionie rzeki Radika
Droga w kanionie rzeki Radika

Autostop w Macedonii jest bardzo prosty, więc stosunkowo szybko byłem w Ochrydzie. Burczenie w brzuchu przywiodło mnie do jednej z restauracji. Tutaj czekała mnie bardzo miła niespodzianka. Otóż duży obiad w restauracji, która znajduje się nad samym brzegiem jeziora w samym centrum najbardziej turystycznego miejsca w całym kraju, kosztuje zaledwie 12 zł. 12 zł !!! To jest cena obiadu w studenckiej stołówce w Krakowie. Człowiek najedzony to człowiek szczęśliwy, teraz mogłem na spokojnie się zastanowić co dalej. Myślałem o kolejnym noclegu na dziko, właściwie to już miałem ogarniętą niezłą miejscówkę, gdy coś pchnęło mnie w kierunku najtańszego hostelu. Sporo blogowych opowieści mówiło, że to właśnie tam poznaje się najlepszych ludzi. Dlaczego by nie spróbować?

To właśnie zrobiłem. Po ogarnięciu formalności i krótkim spacerze po mieście przysiadłem się do stolika na dziedzińcu. I tak poznałem ekipę, z którą spędziłem wspaniałe trzy dni nad Jeziorem Ochrydzkim. Każdy z nas podróżował w pojedynkę, a wtedy dość łatwo nawiązuje się nowe znajomości. Towarzystwo było międzynarodową, a nawet międzykontynentalną mieszanką. Rolf, będący nauczycielem historii pół Holender, pół Anglik. Pong, Koreańczyk z południa podróżujący po Europie oraz Nicole, Australijka, która nie widziała swojego domu od trzech lat. Jak się okazało byli to ludzie do tańca i do różańca. W ten sposób zobaczyłem wszystko co interesujące w okolice, a wieczorami degustowaliśmy śmiesznie tanie, ale wyborne macedońskie wina.

Fantastyczna czwórka
Fantastyczna czwórka

A samo miasto? Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to ogromna ilość Polaków. Wyobraźcie sobie! Człowiek przejeżdża ponad 1000 km autostopem, żeby poznać kulturę innego kraju, a pierwsze co widzi to występy tradycyjnych góralskich zespołów z Żywca i Bielska. Oba te miasta są oddalone o jakieś 30 minut drogi od moich rodzinnych Brzeszcz. Także wszyscy turyści wydawali się być Polakami, gdzie się nie poszło tam słychać było nasz język ojczysty.

Reprezentacja Żywca
Reprezentacja Żywca
A tutaj górale z Bielska-Białej
A tutaj górale z Bielska-Białej

Mówi się, że wokół jeziora znajduje się 365 kościołów. Gorliwie Chrześcijanie mogliby odwiedzać codziennie inną świątynie i to przez cały rok. Traktowałem to jako grubą przesadę. Ale po trzech dniach spędzonych nad tym akwenem wiem, że ta liczba nie jest wyolbrzymiona. Są większe i mniejsze, ale jest ich całe mnóstwo. Poniżej prezentuje kilka.

Kościoły znajdują się w mieście i wokół jeziora
Kościoły znajdują się w mieście i wokół jeziora
Niektóre świątynie są tak małe, że ledwo wystają ponad mur
Niektóre świątynie są tak małe, że ledwo wystają ponad mur
Cerkiew św. Zofii – jeden z najważniejszych zabytków w Macedonii
Cerkiew św. Zofii – jeden z najważniejszych zabytków w Macedonii
Podążając za takimi tabliczkami…
Podążając za takimi tabliczkami…
… można znaleźć takie perełki
… można znaleźć takie perełki

Poza oglądaniem kościołów możemy pospacerować urokliwymi uliczkami i klimatycznym nabrzeżem. Liczne restauracje przyciągają kuszącymi zapachami. W jednym z wielu warsztatów do tej pory wytwarzają papier czerpany tradycyjną metodą i następnie za pomocą maszyny Gutenberga drukują na nim obrazki. Nad całym miastem góruje potężna twierdza, z której rozpościera się widok na miasto oraz jezioro.

Domostwa na wzgórzach tworzą czarujący klimat
Domostwa na wzgórzach tworzą czarujący klimat
Ochrydzkie nabrzeże
Ochrydzkie nabrzeże
Tak powstaje papier czerpany
Tak powstaje papier czerpany
Twierdza góruje nad całym miastem
Twierdza góruje nad całym miastem
Widok z jej murów
Widok z jej murów

Gdy już poznaliśmy miasto, przyszedł czas na dalszą eksplorację terenów wokół jeziora. Wybraliśmy się w rejs statkiem do klasztoru po drugiej stronie akwenu. Na miejscu zastaliśmy kolejne kościoły, w tym jeden szczególnie piękny, stał on dosłownie wewnątrz klasztoru. Nie był on wcale tym, co zrobiło na nas największe wrażenie. Poza klasztorem jest jeszcze jedna atrakcja, nazwana przez miejscowych po prostu Źródła. Są to małe jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Przy klasztorze, czyli miejscu w którym przebywa najwięcej turystów było ładne, ale szału nie robiło. Dość przypadkowo, udało nam się znaleźć prawdziwą perełkę.

Tak wygląda dziedziniec klasztoru
Tak wygląda dziedziniec klasztoru
Posiada on swoich stałych rezydentów i bynajmniej nie są to mnisi
Posiada on swoich stałych rezydentów i bynajmniej nie są to mnisi

Kojarzycie typowe polskie wycieczki? Na pewno! Ktoś widział, ktoś był uczestnikiem. To nie ma znaczenia. Powszechnie wiadomo, że to dość specyficzny rodzaj turystów. Cały czas w pełnym biegu, cały czas spotykający wyimaginowane trudności, przepychający się łokciami bo muszą zdążyć zobaczyć wszystko. Generalnie najlepiej być kilkaset metrów od takiej wycieczki. Tak też zrobiliśmy, a jedynym miejscem gdzie można było pójść była ścieżka prowadząca w środek lasu. Mieliśmy sporo czasu do statku powrotnego, więc poszliśmy tam. Mijaliśmy kolejne kościoły, gdy dzika droga doprowadziła nas tutaj. Na widok tego cudu natury po prostu opadły nam szczęki.

Najbardziej przejrzysta woda jaką widziałem
Najbardziej przejrzysta woda jaką widziałem

Jezioro Ochrydzkie jest w całości otoczone górami. Chmury i promienie słoneczne nadawały im iście majestatyczny wygląd.

Jezioro Ochrydzkie
Jezioro Ochrydzkie

Ostatni dzień w Macedonii w całości przeznaczony był na błogie lenistwo. Do naszej drużyny dołączyło troje Węgrów i aż do późnego popołudnia korzystaliśmy z uroków oferowanych przez Ochrydę. Wieczorem udałem się na wylotówkę. Czas na Albanię…

Marek Kramarczyk