Droga na Gibraltar

Moja podróż na Karaiby opóźniła się nie miłosiernie z powodu leczenia zęba. Jednak jak się potem okazało, termin był idealny. Wreszcie, po wielu pożegnaniach 22 września 2015 roku nadszedł długo wyczekiwany dzień mojego wyjazdu. Ostatnie spojrzenie na dom i już pakowałem się do samochodu kuzynki, pracującej w pobliskiej Pszczynie, skąd już bardzo łatwo dostać się na autostradę prowadzącą do Niemiec. Po kilku minutach opuszczałem moje rodzinne Brzeszcze na bardzo długi czas. Jak długi? Tego nie wie nikt.

IMG_0665
Pszczyna o poranku

Nie był to najlepszy czas na podróż w stronę naszych zachodnich sąsiadów. Kryzys z uchodźcami z Bliskiego Wschodu w połączeniu z moim syryjskim wyglądem mógł znacząco wydłużyć czas czekania na złapanie stopa. Dlatego też, pierwszy raz od bardzo dawna, skróciłem moją brodę do tzw. trzydniowego zarostu. Nie wiem czy to pomogło, ale szedłem jak błyskawica. Kilkoma stopami dojechałem aż pod Norymbergę. Świetny wynik pierwszego dnia odbił się drugiego. Tę noc spędziłem na pace busa, mając nadzieję, że następny transport będzie miał być dostarczony na zachód Francji. Tak rzeczywiście było, niestety załadunek miał odbyć się dopiero kolejnego dnia i do tego w Czechach. Pożegnałem się z kierowcą, potem udało mi się pobłądzić po obwodnicach Norymbergi. Muszę przyznać, że przebieganie przez niemieckie autostrady do najprzyjemniejszych nie należy. Ostatecznie trafiłem pod Regensburg, gdzie udało mi się znaleźć kolejnego polskiego busiarza.  Tym razem celem były okolice Frankfurtu, oczywiście z nadzieją, że jutrzejszy transport będzie w moim kierunku. Mówią, że nadzieja jest matką głupich. Mam inne zdanie na ten temat, jednak w tym przypadku nie miałem racji. Podziękowałem kolejnemu kierowcy za gościnę i ruszyłem w stronę Freiburga, kończąc tym samym moją niemiecką pętlę. Dalej udało mi się złapać nocną jazdę do Lyonu. Nareszcie zmierzałem we właściwym kierunku. Nie był to jednak koniec przygód.

Włoch zajmujący się przewożeniem rasowych, wystawowych psów czempionów po Europie, zaproponował, że może mnie zawieść 150 km za Lyon,  gdzie odbija w kierunku swojego kraju. Niby konkurują w zawodach, ale za to śmierdzą jakby to były konkursy w unikaniu kąpieli. Już tak bardzo przesiąkłem zapachem psa, że było mi wszystko jedno. Pomyślałem sobie, że chociaż na południu będzie cieplej. Tak przecież jest zawsze, no chyba, że zapomnisz o Alpach na południowym wschodzie Francji. Zauważyłem to dopiero, gdy temperatura na zewnątrz w ciągu trzydziestu minut jazdy spadła z 15 °C do 6 °C. Gdy dojechaliśmy w środku nocy, do alpejskiego miasteczka Gap termometr pokazywał 2 °C. To będzie wesoła noc, zwłaszcza, że mój sprzęt przygotowany jest z myślą o gorących tropikach.

Nie pozostało mi nic innego jak ubranie się w stylu pasażerów Ryanaira, czyli założenia wszystkich rzeczy na siebie i użycie śpiwora jako koca. Nad ranem temperatura spadła do 1 °C, ale krótkie przebieżki podczas bezsennej nocy rozwiązały ten problem. Nagrodą za nieprzespaną noc był francuski croissant jedzony z pięknym widokiem na Alpy. Do tego stopowanie tego dnia znów szło wspaniale. W ciągu jednego dnia dotarłem do Walencji, która była moim jedynym planowanym przystankiem w drodze na Gibraltar.

IMG_0698
Mroźny, ale słoneczny poranek w Alpach

Miałem odwiedzić siostrę, która jest tam na wymianie studenckiej. Zaraz po przyjeździe dostałem zaproszenie do domu rodzinnego jednej z jej współlokatorek, Angeli. Cóż, szczęście stopowicza wciąż działa. Dzięki temu miałem okazję zobaczyć Castellon, Benicassim oraz Peniscole, gdzie w miejscowym zamku mieścił się plan zdjęciowy 6-tego sezonu Gry o Tron. Niestety, zdjęcia miały ruszyć dopiero następnego dnia i nie udało się poznać Tyriona. Będąc w gościnie u Angeli posmakowałem wielu lokalnych specjałów, co oczywiście jest obowiązkowym punktem każdej, nawet najkrótszej podróży. Udało się zobaczyć również lokalną corridę. Po weekendzie intensywnego zwiedzania przyszedł czas na powrót do Walencji.

IMG_0702
Stół pełen lokalnych przysmaków
IMG_0742
Zamek na tle zamku
IMG_0751
Plan zdjęciowy Gry o Tron
IMG_0755
Papież z Peniscoli jest nieco bardziej srogi od Franciszka
IMG_0758
Widok z zamkowych murów
GOPR0119.MP4_snapshot_00.05_[2015.10.13_01.20.44]
Corrida w Benicassim

Sporą ilość czasu spędziłem w marinie. Nie była to jednak najlepsza miejscówka do szukania jachtu na Wyspy Kanaryjskie, które są wylotówką na Karaiby. Większość łodzi, na których udało mi się popytać, zostawała w Walencji na zimę, pozostałe właśnie wracały z Gibraltaru. Poszukiwania łodzi zakończyłem po dwóch dniach, a po kolejnym dniu lenistwa i pisania bloga, kontynuowałem moją podróż.

IMG_0804
Każdy z hiszpańskich regionów posiada silną autonomie
IMG_0853
Real Marina Juan Carlos w Walencji
IMG_0870
W takim szpitalu mogą mnie leczyć

Nie wiem skąd opinia, że Hiszpania to najgorszy kraj do stopowania w Europie. Po 10 godzinach od wyjazdu z Walencji byłem już w Maladze, skąd następnego dnia bardzo szybko dotarłem na Gibraltar. Przejechałem całe południowe wybrzeże, teoretycznie najgorszy z możliwych rejonów. Łapiąc wszystkie samochody, a było ich kilkanaście, na autostradzie w niezbyt korzystnych miejscach.

IMG_0887
Widoki w hiszpańskich górach umilają chwile spędzane na poboczu

Rzeczą, którą na pewno zapamiętam z Hiszpanii, są wszechobecne kawiarenki, które naprawdę tętnią życiem przez od rana do wieczora. Hiszpanie to bardzo życzliwy i uśmiechnięty naród, a atmosfera w tym kraju na pewno sprzyja wypoczynkowi. To co irytuje, to ich ulubione słowo, czyli jutro. Bezwzględnie przede wszystkim się nie śpieszą.

Marek Kramarczyk