Cygański biznes przemytniczy

Na granicę serbsko – macedońską dotarłem na krótko przed północą. Właściwie, to miałem jeszcze 5 km do przejścia, ponieważ kierowca wysadził mnie w ostatnim miasteczku przed granicą. Panowały kompletne ciemności, przerywane przez reflektory nielicznych, przejeżdżających samochodów. Ja zaopatrzony w dwie latarki ruszyłem przed siebie.

Nie zdążyłem przejść nawet kilometra, gdy po przeciwnej stronie dwupasmówki zatrzymały się dwa samochody. Po odgłosach silników można było wywnioskować, że nie należą one do najnowszych modeli. Oddzielały nas metalowe barierki, więc nie mogły do mnie podjechać. Kierowcy zaczęli mnie wołać po angielsku.

– Chodź do nas! Chodź! Pomożemy ci.

Zignorowałem te wołania i zacząłem się zastanawiać czy wyłączyć latarki i schować się w pobliskim rowie, bo z pewnością obcy nawrócą w najbliższym możliwym miejscu i znajdą się po mojej stronie. Perspektywa marszu nie napawała optymizmem, wiedziałem że chowając się w krzakach, nigdy nie dojdę do celu. Postanowiłem iść dalej i zobaczyć co z tego wyniknie. Po kilku minutach cisza została przerwana przez odgłos zbliżających się  samochodów. Po chwili z piskiem opon zatrzymały się dwa podstarzałe BMW. Pierwszy kierowca otworzył drzwi, był to młody człowiek o ciemnej karnacji, jego szyje ozdabiały złote łańcuchy. Czyli miałem do czynienia z cyganami. Zastanawiałem się czego mogą chcieć, kiedy zaczęło się przesłuchanie.

– Jesteś Syryjczykiem? Możemy ci pomóc przejść granicę.

– Nie, jestem z Polski.

– Masz paszport?

– Tak.

– Co tu robisz o tej porze?

– Jadę na stopa do Macedonii.

– Jak się nazywasz?

– Marek

Po tym jeden z kierowców zaczął rozmawiać z kimś przez telefon w niezrozumiałym dla mnie języku. Cyganie pożegnali się i odjechali, a ja mogłem kontynuować marsz. Przeszedłem może 200 m kiedy kolejne stare cygańskie BMW zatrzymało się. Pierwsze pytanie wielce mnie zaskoczyło.

– Jesteś Marek z Polski?

– Tak, to ja.

– Wskakuj! Podwiozę cię.

Trochę się bałem, ale lenistwo zwyciężyło. W końcu całą drogę wsiadam do samochodów obcych. Cygan podrzucił mnie na granicę, po czym się pożegnał. I skończyło się tylko na strachu. Po przejściu na stronę macedońską, postanowiłem zrobić sobie krótką przerwę na posiłek. W tym czasie nieustannie podjeżdżali do mnie cyganie na skuterach zadając te same pytanie. Z czasem stało się to irytujące, bo ile można?

źródło: tvn24.pl
źródło: tvn24.pl

Zaintrygowany to całą sytuacją zapytałem się jednego ze strażników o co chodzi. Wyjaśnił mi że mają tutaj ogromny problem z falą emigrantów z Bliskiego Wschodu. Tłumy ludzi codziennie pokonują tą granicę w drodze na Węgry, a później do Niemiec. Oczywiście zdecydowana większość z nich robi to nielegalnie. Tutaj z pomocą przychodzą cyganie. Patrolują oni granicę na całej długości, poszukując uchodźców, głównie z Syrii. Następnie zabierają nich do ciężarówek, chłodni czy autobusów. Całe transporty korzystają z dzikich i nieużywanych ścieżek, żeby ominąć kontrolę. Taka przyjemność kosztuje 700 $ za każdą osobę. Ogromna liczba osób próbujących przekroczyć granicę w ten sposób sprawia, że ten biznes jest całkiem dobrym interesem dla przemytników. A my wciąż śmiejemy się w Internecie, że Cyganie jedzą gruz. Za taki hajs to smarują go kawiorem.

Swoją drogą sytuacja w niektórych regionach Bliskiego Wschodu musi być piekłem. Nie dalej jak miesiąc temu, w środku lasu znaleziono samochód chłodnię porzucony przez kierowcę. W środku znaleziono 50 ciał osób, które zmarły w wyniku braku tlenu. Dodając setki zgonów podczas przeprawy przez morze, możemy zobaczyć, że taka przeprawa jest niezwykle niebezpieczna. A ludzie mimo to podejmują ryzyko, ponieważ w ich miejscu zamieszkania jest jeszcze gorzej. Z drugiej strony trzeba zauważyć, kto emigruje. Głównie młodzi mężczyźni, którzy mogą później sprowadzić do Europy swoje rodziny, sami w sobie w razie potrzeby mogą stać się potężną armią. Jest to potencjalne zagrożenie, którego nie sposób lekceważyć, mimo to nasi „mądrzy” rządzący to robią. Dla dociekliwych polecam poczytać sobie o broni demograficznej lub o islamskim Hijra .

W Macedonii jeden z Albańczyków był przerażony tym, że podróżuje sam i chciał mi dać kij bejsbolowy do obrony przed emigrantami. Ale to już temat na kolejny wpis. Obraz emigrantów przedstawiony w mediach nie jest prawdziwy, stwarzają oni wiele problemów podczas drogi oraz gdy dotrą do swojego celu, nie ma sensu ukrywać, że jadą do Niemiec. Mnie nurtuje jedno zasadnicze pytanie, a właściwie dwa. Dlaczego nie pojadą do kulturowo zbliżonych, bogatych krajów Zatoki Perskiej? I dlaczego te kraje nie myślą, żeby zaoferować im pomoc?

Marek Kramarczyk